Zdjęcia z uroczystego otwarcia wystawy
Od 11 marca do 25 kwietnia w Centralnej Bibliotece Rolniczej można było oglądać wystawę fotografii Elżbiety Dziuk.
Zdjęcia prezentowane na wystawie powstały w czasie zimowych pobytów w indyjskich Himalajach, w regionach Ladakh i Zanskar położonych na północ od ich głównej grani. Są to portrety mieszkańców tych gór, sceny codzienne z ich życia oraz zimowe górskie krajobrazy.
Autorka fotografuje od piętnastu lat. Od dawna podróżuje. Swoją pasję wędrowania ograniczyła przede wszystkim do Azji wychodząc z założenia, że dzięki temu zdoła lepiej zrozumieć sens azjatyckiej odmienności. Odwiedzała wielokrotnie Indie, ponadto fotografowała w Nepalu, Myanmar (w Birmie), Laosie, Malezji, Indonezji, na Białorusi, Litwie, w Egipcie, w Brazylii (w Amazonii).
Jest członkiem Związku Artystów Plastyków Polska Sztuka Użytkowa i Stowarzyszenia Podróżników Horyzont.
Wystawę plastycznie aranżował Dominik Wasilewski.
Od autorki:

"
Ludzie, których portrety przedstawiam na tej wystawie mieszkają w wysokogórskich wioskach w zapomnianych królestwach indyjskich Himalajów, gdzieś pomiędzy odległymi od cywilizacyjnych centrów regionami, pomiędzy Ladakhiem i Zanskarem.
Mimo, że od wieków prowadzą osiadły tryb życia są jednocześnie wysokogórskimi nomadami. Latem wyruszają na himalajskie hale wypasać jaki i owce, zimą wędrują skutą lodem rzeką Zanskar, by dotrzeć do Leh, niedużego miasta położonego w dolinie Indusu i będącego stolicą całego regionu. Celem zimowej wędrówki jest handel. Sprzedają skóry jaków, masło, suszone zioła, niekiedy szlachetne kamienie. Kupują przedmioty cywilizacji technicznej, a także sól i herbatę, dwa podstawowe składniki himalajskiej kuchni. Pielgrzymują także do klasztorów buddyjskich tradycji tybetańskiej, gdzie uczestniczą w zimowych widowiskach obrzędowych.
Zapamiętałam ich twarze, utrwaliłam ich postacie w fotograficznym kadrze. Wiem, że gdzieś żyją w himalajskim surowym świecie gór. Nie mają adresów, a przecież nie są dla mnie mniej realni, mniej rzeczywiści, aniżeli ludzie, których adresy skrzętnie zapisuję w podręcznym notatniku. Ludzie Himalajów, ludzie bez adresu stali się z całą pewnością częścią mojego świata."