Strona główna serwisu biblioteki - www.cbr.edu.pl

Rolniczy Magazyn Elektroniczny

             Centralna Biblioteka Rolnicza

Listopad 2009   Nr 34   ISSN 1734-3070


strona główna biblioteki poprzednia strona      następna strona spis treści    redakcja


  Przegląd polskiej prasy rolniczej
Ochrona roślin i środowisko naturalne

 

Priorytet dla metod niechemicznych
(Owoce warzywa kwiaty nr 17/2009, str. 47)

   Integrowana ochrona roślin charakteryzuje się kilkoma istotnymi cechami m.in.: selektywnością działania, utrzymaniem agrofagów poniżej poziomu ekonomicznej szkodliwości oraz wykorzystuje naturalny opór środowiska. Zabieg selektywny powinien ograniczać liczebność patogenów i jednocześnie wspomagać czynniki naturalne, pozytywnie oddziaływujące na produkcję. Celem ochrony integrowanej nie jest całkowita likwidacja agrofagów, ale utrzymywanie ich liczebności na odpowiednim poziomie. Takie podejście zmienia strategię ochrony roślin: z likwidowania na regulowanie populacji szkodników. Utrzymywanie nieszkodliwego dla uprawy poziomu populacji agrofagów ma nawet korzystny wpływ. Jako źródło pożywienia dla organizmów pożytecznych gwarantuje stabilny ich rozwój i stwarza równowagę w uprawie bliską naturalnej. Jedną z najtańszych metod jest wykorzystanie zabiegów agrotechnicznych, które w istotny sposób mogą zmienić istniejący układ: roślina - agrofag - wróg naturalny. Najczęstszym przykładem jest wysiew roślin nektarodajnych zwabiających entomofagi, stosowanie zadrzewień śródpolnych sprzyjających rozwojowi drapieżców i pasożytów, używanie kompostów o dużej aktywności mikrobiologicznej, stanowiącej naturalną barierę dla patogenów roślin. Kolejną, powszechnie wykorzystywaną, metodą jest selekcja roślin odpornych na poszczególne szkodniki lub patogeny oraz ich modyfikacja genetyczna. Pułapki z wykorzystaniem hormonów płciowych owadów mogą także znacząco wpływać na rozwój populacji szkodników z rodziny Lepidoptera. Wyłapują samce motyli lub dezorientują ich zachowanie, a tym samym zmniejszają zagrożenie.

A. Drzewiecka

Pozostałości pestycydów w owocach
(Sad Nowoczesny 2009 nr 9, s.42-43)

   Przyczyny corocznego zmniejszania liczby preparatów ochrony roślin mają swoje źródło z jednej strony w globalnej polityce UE, a z drugiej w ekonomicznych uwarunkowaniach związanych z rejestracją preparatów do poszczególnych upraw. Po wprowadzeniu w życie dyrektywy 91/414/EEC, praktycznie od 1993 roku w państwach UE zaczął się proces oceny pestycydów. Ma on na celu zapobieganie zagrożeniom dla zdrowia człowieka, zwierząt oraz dla środowiska, które mogą powstać w wyniku obrotu i stosowania ś.o.r. Przebiega on z różną intensywnością. Obecnie przegląd ten odbywa się pod nadzorem Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). EFSA monitoruje również dane dotyczące pozostałości poszczególnych pestycydów w produktach spożywczych pochodzenia roślinnego i zwierzęcego oraz w paszach.

Dyrektywa 91/414/EEC określa również, w jaki sposób należy przeprowadzać rejestrację nowych substancji. Jest to długi proces, trwający 8-10 lat. Szacuje się, że wymaga on przeprowadzenia około 100 szczegółowych badań w celu scharakteryzowania substancji aktywnej, określenia jej aktywności biologicznej i efektywności, poznania przemian w roślinach i zwierzętach, w tym określenia ewentualnej toksyczności metabolitów, oraz pełnego zrozumienia wpływu na środowisko naturalne. Badania są kosztowne i szacunkowo mogą wynieść nawet ponad 150 mln USD. W końcowym etapie dokonuje się rejestracji środków dla konkretnych upraw. Dlatego, gdy koszty rejestracji przewyższają szacowany zysk ze sprzedaży konkretnego preparatu, firmy nie decydują się na jego wprowadzenie na rynek, Obecnie, opracowywana jest nowa unijna regulacja prawna, mająca zastąpić dyrektywę 91/414/EEC, która będzie miała na celu poprawę jakości stosowanych pestycydów, a także większy nadzór nad urządzeniami służącymi do ich aplikacji i rozwój metod Integrowanej Produkcji. Może to doprowadzić do dalszego ograniczania i dostępności ś.o.r. Wszystkie działania i podejmowane przez Parlament Europejski i Radę Europejską przekładają się na liczbę dostępnych w Polsce preparatów zarejestrowanych do zastosowania w uprawach sadowniczych. Dane wskazują na systematyczne zmniejszanie się dostępności środków o działaniu owado- i roztoczobójczym. Nie ma wyraźnego trendu spadkowego w liczbie preparatów o działaniu grzybobójczym, ale między rokiem 2003 a 2008 ich liczba zmniejszyła się o 10. W przypadku herbicydów sytuacja po 2000 roku wydaje się być stabilna. Liczba preparatów nie zawsze jest dobrym odzwierciedleniem faktycznej sytuacji, gdyż to substancje czynne decydują o ich właściwościach, np. obecnie dostępnych jest kilka ś.o.r. zawierających kaptan lub dimetoat. W tym wypadku wyraźnie widać zmniejszającą się w ciągu ostatnich kilku lat liczbę dostępnych insektycydów i fungicydów. W tym roku znowu zniknie z rynku kilka insektycydów z grupy fosforoorganicznych - diazynon, fenitrotion czy dichlorfos. Zabraknie także kilku stosowanych wcześniej fungicydów - procymidonu, winchlozoliny, iminoktadyny czy fenarimolu.

Badania pozostałości pestycydów są końcową weryfikacją prawidłowego stosowania ś.o.r. W laboratorium nie wykrywa się wszystkich użytych preparatów. Część z nich, zwłaszcza stosowanych wcześnie, przed kwitnieniem bądź w pierwszych stadiach rozwoju owocu, nie jest wykrywana, gdyż ulega naturalnemu zanikowi. Tempo rozkładu danego środka jest sprawą indywidualną, zależną zarówno od jego chemicznej budowy, uprawy, w jakiej został wykorzystany, jak i warunków środowiskowych po aplikacji. Jednak analizując pozostałości ś.o.r. w próbkach roślinnych w ciągu ostatnich lat, możemy zauważyć zmiany w wykrywanych pestycydach, które można wytłumaczyć zmniejszającym się asortymentem dostępnych na rynku preparatów. Wyniki są w dużej mierze reprezentatywne, gdyż są rezultatem analiz ponad 100 próbek w każdym roku z różnych rejonów Polski.

Największe zmiany zaszły w przypadku insektycydów. Wykrywano coraz mniej pozostałości po insektycydach fosforoorganicznych: diazynonie, fosalonie i chloropiryfosie. Podobnie bifentryna (pyretroid) od 2 lat nie jest obecna w próbkach jabłek. Cały czas natomiast jest wykrywany insektycyd karbaminianowy: pirymikarb, a od co najmniej 3 lat - reprezentant relatywnie nowej grupy insektycydów noenikotynoidowych - acetamiprid. Wśród fungicydów obecne są pozostałości ditiokarbaminianów, kaptanu, flusilazolu, pyrimetanilu oraz środków benzymidazolowych: tiofanatu metylu i karbendazymu. Od 2 lat zaczęliśmy badać i wykrywać pozostałości cyprodinilu, a przestaliśmy stwierdzać tolilofluanid, którego sprzedaż została wstrzymana z powodu prawdopodobnego szkodliwego wpływu na środowisko.

Należy wspomnieć o pewnych dodatkowych ograniczeniach w stosowaniu ś.o.r. w owocach eksportowanych poza UE. Kraje te mogą mieć specyficzne wymagania, które często decydują o możliwości sprzedaży. Do niedawna takim ograniczeniom podlegały owoce wysyłane do USA, zwłaszcza truskawki i maliny, zawierające zabronione tam pozostałości procymidonu i tolilofluanidu. Obecnie środki te, także w Polsce, są wycofane z użycia. Po wprowadzeniu Memorandum z 26 marca 2008 roku nt. bezpieczeństwa produktów roślinnych przeznaczonych do spożycia przez ludzi i wywożonych z UE do Federacji Rosyjskiej, w odniesieniu do pozostałości pestycydów, azotanów i azotynów, eksporterzy powinni być zaopatrzeni w certyfikaty bezpieczeństwa żywności. Pracownia Badania Bezpieczeństwa Żywności ma prawo wydawania ich na podstawie badań pozostałości pestycydów oraz zawartości azotanów i azotynów. Ich wyniki muszą być jednak w pierwszej kolejności odnoszone do norm obowiązujących w Rosji. Niedozwolona jest tam obecność kaptanu w owocach, co dyskredytuje duży procent naszych jabłek, do ochrony których środki zawierające tę substancje aktywną są stosowane aż do ostatnich zabiegów przed zbiorem.

Małgorzata Kołaczyńska-Janicka

Ciecz kalifornijska – temat tabu
(Sad Nowoczesny 2009 nr 8, s.4142)

   Ciecz kalifornijska, inaczej siarkowo-wapienna (ang. lime sulphur), to (chemicznie) wodny roztwór polisiarczków wapnia. Jako pierwsi, bo już w 1883 roku, zastosowali ją w uprawie winorośli ogrodnicy z Kalifornii, stąd nazwa. Ciecz kalifornijska jest zatem jednym z najstarszych fungicydów i jest starsza o 2 lata od cieczy bordoskiej. W Polsce w latach 50. i 60. oraz 80. ciecz kalifornijska była zarejestrowana, a zatem legalnie ją produkowano i sprzedawano. Starsi sadownicy dobrze pamiętają ten preparat, a niektórzy nigdy nie zaprzestali jego stosowania. Spora grupa producentów, nie wyklucza stosowania cieczy w przyszłości. O tym, że od dawna istnieje czarny rynek produkcji i sprzedaży cieczy kalifornijskiej, wiedzą wszyscy sadownicy. Gotową ciecz można kupić w istniejących od lat nieoficjalnych manufakturach.

Informacje o działaniu cieczy kalifornijskiej można znaleźć w starych książkach, programach ochrony i ulotkach, z których można się dowiedzieć, że w uprawie jabłoni był to fungicyd i akarycyd. Do tej pory ciecz kalifornijską kojarzono głównie z sadami przemysłowymi. Okazuje się jednak, że także w sadach produkujących jabłka deserowe ciecz jest stosowana i to zarówno przed, jak i po kwitnieniu, lecz z dużą ostrożnością. Zalecano ją też do ochrony przed mączniakiem jabłoni. Z opinii sadowników, którzy ją stosowali, wynika, że ciecz może nie wystarczyć w ochronie przed mączniakiem odmian wrażliwych. Fungicyd ten ma też właściwości akarycydu niszczącego przędziorki. W sadach, w których go stosowano, nie było też problemów z pordzewiaczem jabłoniowym. Nierozcieńczoną cieczą smarowano też oczyszczone rany po chorobach kory i drewna. Były też próby wykorzystania jej w innych uprawach sadowniczych.

Ciecz kalifornijska niszczy faunę pożyteczną. Stosowana podczas słonecznego dnia lub w wysokich temperaturach może być fitotoksyczna i spowodować poparzenia liści i ordzawienia zawiązków owoców. W czasie kwitnienia nie należy stosować tego preparatu, ponieważ może zadziałać jak przerzedzacz i uszkodzić kwiaty, a w konsekwencji drastycznie obniżyć plonowanie. Ciecz jest słabo przyczepna i dość łatwo spłukiwana przez deszcz, trzeba ją zatem stosować częściej niż inne fungicydy. Może znacznie obniżyć zdolność asymilacyjną liści - po zabiegu są charakterystycznie białe - dopóki deszcz nie zmyje z nich preparatu.

Środek ten ma dużą objętość, co powoduje kłopoty z transportem i przechowywaniem. Ma też nieprzyjemny zapach. Ryzyko przyspieszonej korozji i w konsekwencji kapitalnego remontu sprzętu powoduje konieczność jego dokładnego czyszczenia, zwłaszcza opryskiwacza, po każdym zabiegu. Może także dojść do zapychania się filtrów oraz dysz opryskiwacza.

Problem może być również ze sprzedażą jabłek chronionych cieczą w przypadku umowy z siecią hipermarketów. Jeśli sklep wyśle swojego lustratora w celu obejrzenia sadu, a ten stwierdzi charakterystycznie białe liście i smród po cieczy, to ma prawo zerwać umowę. Sieci marketów akceptują jedynie zarejestrowane środki ochrony roślin (w określonych ilościach).

Nasuwa się pytanie, skąd ten powrót do fungicydu z XIX wieku? Jak nie wiadomo o co chodzi, to zwykle chodzi o pieniądze. Sadownicy, którzy sami wytwarzają i stosują ciecz kalifornijską. mówią, że koszt środka to około 20 zł/ha.

W przypadku legalnych preparatów często wynosi on blisko 100 zł/ha, a mieszanina preparatu interwencyjnego z zapobiegawczym to wydatek nawet rzędu 200 zł/ha. Drugi powód to spadek opłacalności uprawy jabłek, czyli "tanie jabłko - tania ochrona". Trzeci to niepowodzenia w ochronie przed zeszłorocznym parchem w największych regionach sadowniczych.

W krajach Europy Zachodniej ciecz kalifornijska jest dozwolona w produkcji ekologicznej. W Polsce może być legalnie wytwarzana i stosowana w sadzie ekologicznym, jeśli instytucja kontrolująca gospodarstwo się na to zgodzi. Jest to możliwe dlatego, że siarka i wapń, jako pierwiastki występujące w naturze, spełniają wymogi stawiane preparatom ekologicznym. Jednak ciecz kalifornijska nie jest w Polsce zarejestrowanym środkiem ochrony roślin i z tego powodu nie może legalnie znajdować się w obrocie. Jako ś.o.r. musiałaby mieć etykietę rejestracyjną. czyli m.in. oficjalnego producenta, standaryzowany skład i opakowanie.

Paradoksem jest, że w sadach ekologicznych stosowanie cieczy kalifornijskiej może być legalne, a w pozostałych (tradycyjnych i integrowanych) - nie. Co więcej, ciecze: kalifornijska oraz bordoska mogą znajdować się w legalnym obrocie jako produkty używane w budownictwie, mając swoją oficjalną cenę. Celem tego artykułu nie jest zachęcanie czy zniechęcanie do stosowania cieczy kalifornijskiej, a jedynie przedstawienie rzeczywistości wobec faktu, że ciecz kalifornijska ma zarówno grono swoich zagorzałych zwolenników, jak i przeciwników.

Małgorzata Kołaczyńska-Janicka

Dezynfekcja pożywki w obiegach zamkniętych
(Owoce warzywa kwiaty nr 17/2009, str. 38-39)

   Najczęściej stosuje się cztery metody odkażania pożywki w obiegach zamkniętych: za pomocą filtrów piaskowych, promieniowania UV 2, dezynfekcji termicznej chemicznej. Filtry piaskowe pozwalają na uwolnienie pożywki od związków organicznych oraz patogenów roślin. Filtry mają wysokość około 250 cm, a ich średnica zależy od ilości pożywki prze-znaczonej do dezynfekcji w przeliczeniu na godzinę. Na przekroju podłużnym filtrów piaskowych wyróżnia się trzy główne warstwy: żwir, piasek i wodę. Na dnie pojemnika znajdują się 3 warstwy żwiru, każda o wysokości 15 cm. Najniżej znajduje się żwir o średnicy 16-32 mm, następnie żwir 8-16 mm i jako ostatni 2-8 mm. Warstwa piasku ma wysokość 100-120 cm. Znajduje się nad nią warstwa wody o wysokości 80-100 cm. Poprzez rury znajdujące się w najniżej umieszczonej warstwie żwiru zdezynfekowana pożywka jest odprowadzana do szklarni. Zaletą filtrów piaskowych jest łatwość zbudowania ich nawet systemem gospodarczym, a eksploatacja jest łatwa i tania. Jednak ze względu na konieczność zapewnienia temperatury otoczenia powyżej 15°C, w naszych warunkach klimatycznych istnieje konieczność ich instalacji w obrębie szklarni lub budynku, co wiąże się ze stratą powierzchni użytkowej. Na okres wegetacji powłoka foliowa z dachu szklarni może być zdejmowana, umożliwiając uzupełnianie wody w zbiorniku przez opady deszczu. Najwyższą zdolność do sterylizacji pożywki wykazują promienie UV o długości fali około 270 nm. Ich źródłem są rtęciowo-fluorescencyjne tuby emitujące promienie przy długości fali 253,7 nm. Promienie UV działają na kwas DNA, prowadząc do zahamowania podziału komórek or-ganizmów chorobotwórczych. Skuteczność dezynfekcji pożywki zależy od wielu czynników, a szczególnie od mocy lamp UV, czystości kwarcowych rur, którymi przepływa pożywka, jej grubości poddanej dezynfekcji, czystości pożywki oraz ilości przepływającej pożywki przez rurę w litrach na minutę. Ilość dezynfekowanej pożywki w jednostce czasu można zwiększyć poprzez zainstalowanie większej liczby tub z lampami UV. Podczas dezynfekcji termicznej pożywka przepływa w rurach zainstalowanych w specjalnych piecach. Jest ogrzewana do temperatury 95-97°C w ciągu 30 sekund. Termiczna dezynfekcja jest szczególnie skuteczna w zwalczaniu czynników chorobotwórczych oraz nicieni. Niewątpliwie jej wadą są wysokie koszty instalacji i dezynfekcji. Dezynfekcja chemiczna polega na wprowadzeniu do pożywki fungicydów, polecanych do zwalczania patogenów z rodzaju Pythium i Fusarium w stężeniach obniżonych o 50%. Wadą tej metody są wysokie koszty środków, duże niebezpieczeństwo skażenia środowiska oraz możliwość uszkodzenia systemu korzeniowego. Do zalet należy łatwość wykonania, wysoka skuteczność oraz możliwość dezynfekcji pożywki w całym obiegu, a nie tylko punktowo przed wprowadzeniem do szklarni, jak w pozostałych metodach.

A. Drzewiecka

Ultrafioletowe światło w procesie dezynfekcji
(Hasło Ogrodnicze 2009 nr 8, s.56-59)

   Bakterie i wirusy żyjące w wodzie łatwo się wraz z nią rozprzestrzeniają, stanowiąc zagrożenie m.in. dla roślin uprawianych pod osłonami. Coraz szersze zastosowanie w procesie dezynfekcji wody ma światło ultrafioletowe (UV) W komórkach mikroorganizmów poddanych działaniu UV uszkodzony zostaje łańcuch DNA, przez co tracą one zdolność do rozmnażania się i w krótkim czasie giną. Te właściwości światła ultrafioletowego są wykorzystywane np. w przypadku wody używanej do nawadniania i fertygacji w uprawach pod osłonami. Dotyczy to także przygotowania pożywki, która – szczególnie tam, gdzie krąży w obiegu zamkniętym – powinna być poddawana procesowi dezynfekcji. Dezynfekując pożywkę (wodę) ogranicza się w dużym stopniu jej zużycie (jest to szczególnie ważne tam, gdzie brakuje wody dobrej jakości), a także nawozów mineralnych, wykorzystywanych do przygotowania pożywek. Ma to duże znaczenie ekonomiczne, ponieważ szacuje się, że przy uprawie roślin w podłożach inertnych około 40% podawanej pożywki stanowi przelew, a w uprawach prowadzonych w systemie zalewowym jest to nawet ponad 60%. Przelew najczęściej odprowadzany jest do gleby i tracony, a można go przecież odzyskiwać, gromadzić w zbiornikach i po procesie dezynfekcji używać ponownie do fertygacji.

W zależności od ilości zanieczyszczeń znajdujących się w przelewie (określanej za pomocą parametru T10 - transmisja światła przeliczana na grubość warstwy wody, wyrażana w procentach), od ilości pożywki, jaka krąży w systemie, oraz wydajności układu nawadniającego, stosowane są urządzenia dezynfekcyjne o mocy od 1 kW do 20 kW Skuteczność dezynfekcji pożywki uzależniona jest od dawki promieni UV, którą określa się w mJ/cm2. Bakterie i grzyby są niszczone przy natężeniu promieniowania 60-100 mJ/cm2 (dezynfekcja selektywna), wirusy - przy znacznie wyższym, około 250 mJ/cm2 (dezynfekcja całkowita). Poziom natężenia światła dla danego reaktora lampy regulowany jest prędkością przepływu pożywki lub - w lampach średniociśnieniowych - mocą dostarczaną do lampy.

Światło UV musi penetrować pożywkę na tyle skutecznie, aby zabić wszystkie patogeny. Pożywka podczas obserwacji w świetle widzialnym może wydawać się "czysta", ale znajdujące się w niej mikrozanieczyszczenia mogą blokować przenikanie przez nią promieni UV. Woda destylowana ma 100% transmisję światła, natomiast pożywka powracająca z przelewu - nawet poniżej 10%. Większość oferowanych na rynku systemów dezynfekujących wykorzystujących lampy UV projektowana jest dla pożywki o parametrze T10 wynoszącym 20%. Jeżeli współczynnik T10 osiąga wartość poniżej 20%, stosuje się specjalne reaktory o bardzo małym kanale przepływu, bądź miesza się pożywkę "brudną” z czystą wodą.

Promieniowanie UV jest efektywne w zakresie długości fal między 230 nm (nanometrów) a 290 nm, co ogólnie odpowiada spektrum absorpcji kwasów nukleinowych. Optymalną bakteriobójczą długość fali uzyskuje się w granicach 255-265 nm. Źródłem światła UV, wykorzystywanym w procesach dezynfekcji wody, są opary rtęci zamknięte w lampach.

Lampy te są dostępne w dwóch typach - niskociśnieniowym i średniociśnieniowym. Główną ich zaletą jest to, że produkowane przez nie światło UV jest prawie monochromatyczne - o długości fali 254 nm. W lampach tego typu energia skuteczna (zamiana mocy całkowitej na moc UV) stanowi około 1/3 energii wyjściowej. Moc tych lamp waha się w zakresie 7-500 W.

Lampy średniociśnieniowe zawierają znacznie więcej rtęci. Produkowane obecnie systemy złożone z takich lamp mają moc przekraczającą 5 kW. Światło w tym przypadku jest polichromatyczne, a przeciętnie 2-15% jego wyjściowej energii jest zamieniane na energię efektywną (o długości fali 254 nm). Sprawność lamp średniociśnieniowych jest jednak znacznie niższa niż lamp niskociśnieniowych. Podstawową wadą lamp średniociśnieniowych jest też ich krótka żywotność, czego przyczyną jest wysoka temperatura rury kwarcowej osłaniającej lampę, przez co stosunkowo szybko ulega ona zanieczyszczeniu.

Bardzo ważne jest kontrolowanie dawki promieniowania UV, podawanej w trakcie dezynfekcji. W tym celu systemy dezynfekujące wyposaża się w czujnik poziomu natężenia UV, który monitoruje proces dezynfekcji podczas pracy i, w zależności od natężenia promieniowania, uruchamiany jest program czyszczenia lamp.

Dobór jednostki dezynfekującej (lampy UV) powinien być dostosowany do potrzeb danego gospodarstwa. Należy uwzględnić wydajność instalacji nawodnieniowej, uzależnioną od powierzchni uprawy i ilości pożywki będącej w obiegu, jakość przelewu (T10) i przewidywany czas pracy systemu w danym okresie. Warto też zwrócić uwagę na czynniki eksploatacyjne takiego układu, czyli zużycie energii czy warunki serwisowania urządzenia. W całym procesie obiegu i przetwarzania zdezynfekowanej pożywki ogromne znaczenie ma sterownik nawodnieniowy, który musi być wyposażony w czujnik kontroli EC i pH.

Przed każdym kolejnym podaniem do instalacji nawodnieniowej pożywki znajdującej się w obiegu zamkniętym należy skontrolować jej pH i EC i na tej podstawie uzupełnić ją odpowiednio dobranym roztworem nawozowym lub czystą wodą.

Małgorzata Kołaczyńska-Janicka

Szczepienie oberżyny na podkładce pomidora.
Cz.1: Metody szczepienia

(Hasło Ogrodnicze 2009 nr 7, s.112-115)

   Oberżyna (bakłażan) jest rośliną o dużych wymaganiach cieplnych, wodnych, glebowych oraz pokarmowych. Jej niezbyt silny system korzeniowy, rozgałęziający się głównie tuż pod powierzchnią gleby, jest jednym z czynników ograniczających możliwości plonotwórcze tego gatunku w naszych warunkach klimatycznych. Ponadto oberżyna jest warzywem wrażliwym na różne patogeny żyjące w glebie, które występując w znacznym nasileniu mogą spowodować bardzo duże straty w uprawach.

Oberżyna może uzyskać odporność na choroby odglebowe poprzez szczepienie na podkładkach, które dodatkowo zapewnią roślinom silniejszy system korzeniowy. Jak wykazały liczne testy, oberżyna, w przeciwieństwie do papryki, wykazuje bardzo dobrą zgodność z pomidorem. Właściwość tę wykorzystano szczepiąc ją na odpornych podkładkach pomidora. Oberżyna wykazuje własną odporność na Fusarium spp., co dodatkowo ułatwia wybór odpowiedniej podkładki. W doświadczeniach prowadzonych w Instytucie Warzywnictwa w latach 90. ubiegłego wieku stosowano głównie łatwo dostępną wówczas podkładkę KNVF, która wykazała pełną przydatność do takiej uprawy. Obecnie dostępne są podkładki takie, jak Maxifort F1 czy Body F1, które szczególnie polecane są dla oberżyny.

W skierniewickich doświadczeniach sprawdzano również przydatność trzech metod szczepienia oberżyny. Dwie z nich - "w klin" i "w boczną szparę" - były powszechnie stosowane w uprawie pomidorów, natomiast trzecia - "w boczne przebicie podkładki" - została wprowadzona na podstawie informacji zaczerpniętych z literatury. We wszystkich metodach szczepienia ważne jest używanie bardzo ostrych narzędzi tnących i regularne odkażanie ich - najlepiej po każdym cięciu.

Szczepienie metodą "w klin".

Polega ona na połączeniu zraza oberżyny z rosnącą podkładką, poprzez wsunięcie zrazu w szczelinę na wierzchołku podkładki. W metodzie tej oberżyna i podkładka doniczkowane są oddzielnie. Rośliny w chwili szczepienia mogą być dość duże (5-7 liści). Trzeba jednak pamiętać, że oberżyna rośnie wolniej od podkładki, dlatego należy wysiewać ją o kilka dni wcześniej. Aby zrośnięcie było prawidłowe, średnica obu łodyg w miejscu szczepienia powinna być równa lub nieznacznie mniejsza u zraza. Jest to dość łatwe do uzyskania, gdyż rośliny możemy dowolnie dobierać w pary. Średnice łączonych komponentów możemy również korygować poprzez wysokość obcięcia roślin oraz kierunek poprowadzenia nacięć tworzących płaszczyzny połączenia, gdyż przekrój poprzeczny łodyg (szczególnie oberżyny) ma często kształt owalny. Po zaszczepieniu rośliny należy osłonić folią, w celu zapewnienia im przez pierwsze 4-5 dni około 95% wilgotności powietrza. Zapobiegnie to więdnięciu zrazów, poprzez zredukowanie transpiracji do minimum. W celu przyspieszenia zrastania należy utrzymywać temperaturę powietrza o 2-3°C wyższą niż przed szczepieniem. Po zrośnięciu się zrazów z podkładkami wracamy stopniowo do warunków uprawy sprzed szczepienia, a po mniej więcej 10 dniach należy przystąpić do wietrzenia. W artykule opisano kolejność postępowania przy tej metodzie szczepienia.

Szczepienie "w boczną szparę" ("przez zbliżenie").

Metoda ta polega na częściowym (w początkowym etapie szczepienia) połączeniu łodyg oberżyny i podkładki poprzez wykonane na nich przeciwstawne, ukośne nacięcia. Szczepione rośliny powinny być podobnej wielkości oraz mieć około 5 liści i podobne średnice w miejscu szczepienia. Do tej metody oberżynę należy również wysiać o kilka dni wcześniej niż podkładkę. Siewki obu roślin można zapikować parami do tych samych doniczek, pamiętając o dokładnej selekcji i doborze. Wówczas szczepienie wykonuje się na roślinach rosnących, bez konieczności ich przesadzania. Pozwala to na zaoszczędzenie miejsca w początkowej fazie produkcji rozsady. W przypadku, gdy rozwój podkładki w stosunku do oberżyny jest zbyt intensywny, należy go ograniczyć poprzez wcześniejsze ogłowienie. W artykule szczegółowo opisano kolejność czynności przy szczepieniu.

Inny sposób szczepienia "w boczną szparę" polega na zapikowaniu oberżyny i podkładki do oddzielnych skrzynek wysiewnych w rozstawie około 7 x 7 cm. Wówczas szczepienie wykonuje się w ręku na roślinach wyjętych chwilę wcześniej z podłoża. Rośliny połączone i zabezpieczone folią aluminiową lub przylepcem sadzi się następnie do jednej doniczki. Powyższy sposób ma tę zaletę, że pozwala dokładniej dobierać rośliny w pary, jednak ich przesadzanie skutkujące uszkadzaniem systemów korzeniowych, wydaje się stanowić niepotrzebny, dodatkowy czynnik stresowy dla szczepionych roślin.

Szczepienie "w boczne przebicie".

Metoda ta jest podobna do szczepienia w klin. Wskazane jest w niej jednak większe zróżnicowanie średnic szczepionych pędów, a mianowicie zraz powinien być cieńszy. Zrazy przygotowujemy tak samo, jak w metodzie pierwszej. Inaczej natomiast przygotowujemy podkładkę, którą wprawdzie ogławiamy nad 3. lub 4. liściem (licząc od dołu), lecz nie rozcinamy jej wierzchołka. Szczelinę, w której umieszczony będzie zraz, wykonujemy za pomocą płaskiego szpikulca, wbijając go pod kątem 45° w miejscu śpiącego pączka (lub wyłamanego pędu bocznego), w kącie drugiego liścia od góry. Wykonanie w ten sposób szczeliny sprawia, że włożony w nią zraz zostanie bardzo dokładnie zaciśnięty przez podkładkę i nie ma potrzeby zabezpieczania miejsca szczepienia folią aluminiową czy przylepcem. Dalsze postępowanie z rozsadą w okresie zrastania się jest identyczne, jak przy szczepieniu "w klin". Po stwierdzeniu zrośnięcia odcinamy zbędne fragmenty podkładek znad miejsc szczepienia i po zabliźnieniu się miejsc cięcia rozsada nadaje się do sadzenia na miejsce stałe.

Małgorzata Kołaczyńska-Janicka

Szczepienie oberżyny na podkładce pomidora.
Cz.2: Wpływ na plonowanie

(Hasło Ogrodnicze 2009 nr 8, s.132-134)

   W Instytucie Warzywnictwa w Skierniewicach porównywano trzy metody szczepienia oberżyny i nie wykazano jednoznacznie wyższości żadnej z nich. Brak znacznych różnic dotyczył zarówno plonu wczesnego, jak i handlowego oraz ogólnego.

Przy podejmowaniu decyzji o wyborze metody szczepienia producent powinien więc brać pod uwagę takie aspekty, jak: możliwość zapewnienia roślinom odpowiednich warunków tuż po szczepieniu, ilość miejsca w mnożarce, wielkość roślin oraz indywidualne preferencje co do technicznej strony wykonania tego zabiegu.

Kilkuletnie badania nad wpływem szczepienia roślin oberżyny na plon przeprowadzono zarówno w uprawie szklarniowej, jak i w wysokich tunelach foliowych. W doświadczeniach tych zróżnicowana była agrotechnika oraz testowano wiele popularnych odmian. Plon uzyskany ze szczepionej oberżyny, był o około 50% wyższy niż z roślin nieszczepionych.

Powyższy efekt obserwowano zarówno w plonie wczesnym, handlowym, jak i ogólnym Rośliny szczepione zawiązywały o około 30% więcej owoców, których średnia masa w czasie zbioru była o mniej więcej 10% większa niż owoców z roślin nieszczepionych. Szczepienie wpłynęło również pozytywnie na strukturę plonu - spowodowało wzrost udziału owoców klasy I oraz zmniejszenie udziału owoców niehandlowych i chorych.

Rośliny szczepione były przeważnie wyższe, miały większe i bardziej mięsiste liście, większe kwiaty oraz grubsze i sztywniejsze pędy. Ich system korzeniowy był lepiej rozbudowany, co pozwalało na zawiązanie i wykarmienie większej liczby owoców, przyczyniając się do uzyskiwania znacznie wyższych plonów. Rośliny nieszczepione były natomiast drobniejsze, a ich słabszy system korzeniowy był w znacznie większym stopniu porażany przez patogeny glebowe, co dodatkowo prowadziło do redukcji jego rozmiarów.

Obserwacje prowadzone w ramach doświadczenia wykazały również, że szczepienie nie tylko nie opóźniało momentu rozpoczęcia owocowania, lecz w szczególnie niekorzystnych warunkach uprawowych (duża liczba dni chłodnych i pochmurnych) było czynnikiem przyspieszającym plonowanie.

W artykule wyszczególniono najważniejsze zasady, o których należy pamiętać przy szczepieniu oberżyny:

  • szczepienie roślin wydłuża czas przygotowania rozsady o kilka dni, co trzeba uwzględnić planując terminy agrotechniczne; opóźnienie zostaje zniwelowane przez intensywniejszy rozwój roślin szczepionych.
  • przez cały okres uprawy podkładka wykazuje wyższą wrażliwość na zasolenie niż oberżyna.
  • podłoże do produkcji rozsady szczepionej powinno zawierać więcej magnezu (do200 mg/l)
  • w przypadku niedoboru światła rozsadę należy doświetlić.
K. Mierzecka

Mocznik w sadach jabłoniowych jesienią
(Owoce Warzywa Kwiaty nr 18/2009, str. 39-41)

   Jesienne opryskiwanie drzew jabłoni mocznikiem znacznie ogranicza źródło infekcji pierwotnych jabłoni przez grzyb Venturia inaequalis w roku następnym oraz ułatwia jego zwalczanie. Jesienią wskazane jest przeprowadzenie dokładnych lustracji sadów, najlepiej przed zmianą zabarwienia liści, kiedy plamy parcha są jeszcze dobrze widoczne. Szczególną uwagę należy zwrócić na kwatery letnich odmian jabłoni, na których wcześniej zakończono ochronę chemiczną oraz na te nasadzenia, gdzie w drugiej połowie lata zaobserwowano porażenie liści na nowych przyrostach. Owocniki grzyba najliczniej rozwijają się na plamach parcha powstałych w wyniku późnoletnich czy jesiennych infekcji liści. Te późno porażone liście stanowią najobfitsze źródło zarodników workowych wiosną przyszłego roku. Ważne jest, aby podczas lustracji przeglądać zwłaszcza wierzchołki pędów, a także zwracać uwagę na dolną stronę liści, na której mogą również występować zarodnikujące plamy grzyba Venturia inaequalis. Jesienne opryskiwanie drzew 5% roztworem mocznika powinno być wykonane pod koniec października, po pierwszych przymrozkach, w początkowym okresie opadania liści. Podczas przeprowadzania zabiegu należy zwrócić uwagę na dokładne pokrycie liści cieczą roboczą. W tym celu w tradycyjnym sadzie, w pełni owocowania, najlepiej zastosować 40-50 kg/ha mocznika rozpuszczonego w dużej ilości wody (800-1000 l/ha). Stosowanie nawozów azotowych w drugiej połowie lata zawsze budzi obawy, czy zwiększenie zawartości azotu nie zmniejszy wytrzymałości drzew na przemarzanie. Przeprowadzone badania wykazały, że zastosowanie mocznika nawet w terminie wcześniejszym (połowa października) niż polecany, nie zwiększało uszkodzeń mrozowych pędów. Mocznik wyraźnie ograniczył liczbę owocników grzyba na porażonych liściach jabłoni. W każdym sezonie, w którym prowadzono obserwację stwierdzono ich redukcję nawet o 80-90% w porównaniu z grupą kontrolną.

A. Drzewiecka

Dezinformacja samców gatunków szkodliwych motyli
(Hasło Ogrodnicze 2009 nr 6, s.30)

   Dezinformacja samców (Mating Disruption) jest metodą ochrony roślin przed szkodnikami, polegającą na wykorzystaniu feromonów płciowych samic owadów. Stanowi ona bezpośredni sposób zapobiegania występowaniu szkodników w odróżnieniu od użycia feromonów w pułapkach stanowiących jedynie narzędzie do prognozowania i monitorowania obecności szkodnika. Do opracowania tego sposobu ochrony upraw, głównie sadowniczych, przed szkodnikami wykorzystano znajomość mechanizmu działania komunikacji chemicznej między owadami tego samego gatunku, ale przeciwnej płci. Metoda dezinformacji samców ma na celu zakłócenie naturalnego procesu odnajdywania się partnerów tego samego gatunku, aby zapobiec kopulacji. W środowisku umieszcza się żeńskie feromony uzyskane syntetycznie, a przez bardzo duże nasilenie i rozprzestrzenianie się tego zapachu „maskowane” jest naturalne źródło emisji feromonu. W efekcie samce wabione są w miejsca, w których osobników płci przeciwnej nie ma. Nie dochodzi więc do kopulacji, składania jaj, a liście i owoce nie są uszkadzane.

Feromony wprowadzane są do środowiska za pomocą specjalnych dyspenserów, innych niż dyspensery wykorzystywane do monitoringu czy w metodzie „zwab i zabij”. Podstawową różnicą, ale i zaletą jest długość działania (emisji feromonu). Dyspensery w postaci zawieszek lub drucików wykonanych z tworzywa sztucznego nasączonego feromonem zawiesza się w liczbie wskazanej przez producenta na drzewach przed rozpoczęciem lotów motyli. Działają one przez cały sezon. Metoda ta może być stosowana w uprawach ekologicznych, integrowanych oraz w konwencjonalnie chronionych sadach. Nie jest niebezpieczna dla człowieka, nie wywiera negatywnego wpływu na inne organizmy w środowisku, w tym pożyteczne. Zastosowane substancje – analogi naturalnych feromonów nie wnikają i nie kumulują się w roślinach i produktach roślinnych.

Dezinformacja samców szkodników jest powszechnie stosowana na świecie – w Stanach Zjednoczonych, Argentynie, Afryce Południowej, Japonii, Australii. W niektórych krajach Europy (Niemczech, Włoszech, Szwajcarii, Czechach) metodą tą objęto ponad 100 000 hektarów sadów i winnic. Wykorzystuje się ją do zwalczania m.in. takich szkodników jak: owocówki (jabłkóweczka, śliwóweczka, krzyżóweczka, południóweczka) oraz zwójek (siatkóweczka, bukóweczka).

W Polsce dyspensery do dezinformacji kilku gatunków szkodników są w trakcie rejestracji i być może niebawem będą mogły być stosowane.

Małgorzata Kołaczyńska-Janicka




strona główna biblioteki poprzednia strona      następna strona spis treści    redakcja


 © Centralna Biblioteka Rolnicza, Warszawa 2009