| |||
|
Dodano 17.03.2009
29 stycznia tego roku licząca 18 osób grupa słuchaczy Staromiejskiego
Uniwersytetu Trzeciego Wieku i ich najbliższych wyruszyła na wyprawę do Południowych Indii. Wykorzystaliśmy na
wyjazd przerwę semestralną, żeby nie zakłócać pracy Uniwersytetu. Nie chciałabym wyliczać średniej wieku
uczestników, powiem tylko, że większość z nich zbliża się do siedemdziesiątki. Program wyprawy opracowaliśmy
wspólnie ze Sławomirem Bubiczem, który w sumie ponad osiem lat spędził w Indiach i zorganizował już kilka wypraw
do tego kraju.
![]() Już na dwa miesiące przed wyjazdem rozpoczęliśmy serię spotkań, w trakcie których opowiadał on uczestnikom o kulturze Indii, religiach tam panujących, obyczajowości, klimacie, o ewentualnych zagrożeniach i w ogóle o wszystkim, o czym wiedzieć powinien człowiek wybierający się tak daleko, …i powtarzając sobie, że do odważnych świat należy, wyruszyliśmy. ![]() Pierwszy dzień naszej wyprawy spędzamy w samolotach. Aż trzech, bo przesiadamy się najpierw we Frankfurcie, a potem w Dubaju. Dubajskie lotnisko robi wrażenie: ogromne, z wielometrową kaskadą wewnątrz, licznymi fontannami, bogatą roślinnością, ruchomymi chodnikami i … okropną drożyzną.
Z powodu mrozu i śniegu w Europie samoloty mają spore opóźnienia, co skraca nasz czas oczekiwania na lotniskach, a smaczne i obfite jedzenie oraz bogaty wybór trunków w samolotach umilają podróż. Ten pierwszy dzień – z powodu różnicy czasu – krótszy jest od „normalnego” o 4,5 godziny. Odbierzemy je sobie, wracając.
Magdalena Bajtlik: Pani Tereso, po co Warszawie jeszcze jeden Uniwersytet Trzeciego Wieku? Jest ich tu już chyba około 20…
A poza tym to nie jest po prostu jeszcze jeden Uniwersytet. Mamy kilka atutów, które sprawiają, że jesteśmy
wyjątkowi. Przede wszystkim lokalizacja: nasz Uniwersytet znajduje się w sercu Warszawy. Z naszych okien
widać kolumnę Zygmunta i Zamek Królewski, wykłady odbywają się w świeżo odrestaurowanej sali odczytowej
mogącej pomieścić nawet 300 słuchaczy. Bo Centralna Biblioteka Rolnicza, która nam patronuje, mieści się
w zabytkowym gmachu dawnego Muzeum Przemysłu i Rolnictwa, który zapisał się w historii jako szczególnego
rodzaju reduta polskiej kultury i nauki. Wszystkie wnętrza są przestronne, wysokie. Nawet sekretariat SUTW,
w którym najczęściej można mnie znaleźć, ma niepowtarzalny klimat, między innymi dzięki oknom, z których
jedno wychodzi na Krakowskie Przedmieście, a drugie na wieżę kościoła Św. Anny. Przychodząc do nas
zostawia się za sobą hałas i pośpiech warszawskiej ulicy. Tym, co nas wyróżnia, jest także fakt, że,
jak podejrzewam, jesteśmy najmłodsi wśród UTW nie tylko stażem, ale również pod względem średniej
wieku naszych studentów.
MLB: Ile wynosi ta średnia? TK: Trochę ponad 60 lat. Myślę, że ma to związek z powiększającą się liczbą tzw. wcześniejszych emerytur, a poza tym istniejemy tak krótko, że jeszcze nikt nie zdążył się wraz z nami zestarzeć. MLB: A czy są jakieś granice wieku? Czy każdy może dołączyć? TK: Jakiejś wyraźnej granicy nie ma - ani górnej, ani dolnej. Chodzi o to, żeby byli z nami ludzie, którzy spełnili się zawodowo, którym nie są już potrzebne żadne papierki, by udowadniać nimi swoją przydatność, których potrzeba rozwoju posiada głębsze źródła niż tylko pragnienie awansu czy podwyżki pensji. MLB: No dobrze, wobec tego -- ile lat ma najmłodszy słuchacz? TK: Najmłodsza słuchaczka liczy sobie 54 lata. MLB: A najstarszy? TK: 86. I proszę mi wierzyć, jest naprawdę młody duchem. Gdy spytałam go o przepis na taką duchową młodość, odparł, że nigdy nie zaprzestał aktywności. Że nigdy nie myśli o sobie jako o starcu, że cieszy się chwilą, ani nie pogrążając się we wspomnieniach, ani nie wybiegając zbyt daleko w przyszłość. MLB: Ale wróćmy do samego Uniwersytetu. Liczebność słuchaczy mówi, że jest on potrzebny, o lokalizacji już mi pani opowiedziała... Czy coś jeszcze odróżnia go od innych? Np. od Uniwersytetu na Elektoralnej? TK: Zanim odpowiem na to pytanie, chciałabym, korzystając z okazji, serdecznie podziękować Paniom prowadzącym ten Uniwersytet. Chętnie dzielą się ze mną swoim doświadczeniem, informują seniorów o naszej działalności i wspierają swą życzliwością w wielu sytuacjach. MLB: Nie boją się konkurencji? TK: Jak widać – nie. I wcale im się nie dziwię. Prowadzą doskonałą placówkę, której poziom i przydatność zweryfikowały lata doświadczeń. A słowo „konkurencja” jest tu chyba w ogóle nie na miejscu. Celem każdego UTW jest dostarczenie ludziom tego, co może im pomóc lepiej, mądrzej i przyjemniej przeżyć swój „trzeci wiek”, a potrzeby te są silnie zindywidualizowane. Profile UTW również . Nasz posiada profil humanistyczno-przyrodniczy i przez to jego oferta jest skierowana do ludzi o określonych zainteresowaniach. A wreszcie… o ile wiem, lista rezerwowa Uniwersytetu na Elektoralnej ma chyba z kilometr długości. MLB: No tak, ale Uniwersytety Trzeciego Wieku nie są jednak działalnością charytatywną. Słuchacze płacą, i to dosyć dużo... TK: Przede wszystkim chciałabym oświadczyć, że nie ma mowy o żadnym zarabianiu na tej działalności. W naszym Regulaminie Organizacyjnym znajduje się zapis, że wszelkie środki finansowe pochodzące z opłat wnoszonych przez słuchaczy są w całości przeznaczane na działania Staromiejskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Słuchacze płacą 100 złotych raz na pół roku, a my zapewniamy im cotygodniowe wykłady, seminaria i spotkania klubowe. Przy okazji każdego wykładu słuchaczy częstujemy kawą, herbatą i ciasteczkami.
MLB: Na czym polegają wspomniane przez Panią spotkania klubowe? Nie zetknęłam się wcześniej z tym określeniem… TK: W każde wtorkowe popołudnie spotykamy się w sali seminaryjnej i po prostu robimy to, co lubimy. Gramy w brydża, w scrabble, czasem w inne gry, i rozmawiamy o rzeczach, które nas interesują… mówię „my”, bo jestem nie tylko inicjatorem, ale i aktywnym uczestnikiem tych spotkań. Uważam je za pewnego rodzaju fenomen. My, ich uczestnicy, stanowimy naprawdę grupę przyjaciół, i jakkolwiek by to afektowanie nie brzmiało, rola integracyjna tych spotkań jest nie do przecenienia. Ktoś, kto chce się wygadać, znajduje sobie słuchacza, emerytowani specjaliści z różnych dziedzin chętnie dzielą się swą wiedzą, ludzie samotni umawiają się na wspólne wyprawy do teatru czy na wystawę. MLB: Nie każdego emeryta chyba stać dziś na wyprawy do teatru? TK: Przyznam, że mnie też to martwiło. Ale rozesłałam do warszawskich teatrów prośby o specjalne zniżki i okazało się, że mało który nie odpowiedział pozytywnie. Teraz zdarza się na przykład, że dostajemy bilety na koncert Filharmonii Narodowej po 6 złotych czy do Teatru Dramatycznego po 11. I wcale nie są to najgorsze miejsca ani najsłabsze spektakle. Jedyna trudność to zwykle bardzo krótki czas na ich rozprowadzenie. Ale w tym pomagają mi wszyscy nasi słuchacze, którzy mają trochę czasu. Nie zdarzyło się jeszcze nigdy, byśmy nie wykorzystali zaoferowanych nam biletów. Więc znów skorzystam z okazji, by podziękować przemiłym Paniom z Ateneum, Filharmonii, Teatru Narodowego, Dramatycznego, Na Woli… Kiedyś otrzymaliśmy też 100 nieodpłatnych zaproszeń na wystawę „Orientalizm” do Muzeum Narodowego. Chociaż nie jestem sentymentalna, takie gesty wzruszają mnie niezmiennie. MLB: Czy Wasz Uniwersytet zajmuje się turystyką? TK: Powoli zaczynamy zajmować się także tą formą aktywności. Nawiązaliśmy współpracę z dwiema firmami turystycznymi, które mają specjalne oferty dla seniorów. Zaczęliśmy od jednodniowej wycieczki do Radomia, na którą wybrało się ponad 20 naszych słuchaczy. Teraz, gdy robi się coraz cieplej, mam nadzieję na wzrost zainteresowania wyjazdami. MLB: Czytając Wasz plan zajęć natknęłam się na tzw. warsztaty. Jak one działają? TK: Warsztaty i lektoraty to zajęcia, uczestnictwo w których wiąże się z opłatą dodatkową. Uczestnicy płacą ok. 5 zł za godzinę zajęć, a my za te pieniądze płacimy prowadzącemu oraz zakupujemy konieczne materiały. Obecnie nasi słuchacze uczestniczą w lektoracie języka angielskiego (są dwa poziomy zaawansowania), w warsztatach muzycznych, plastycznych, tanecznych, Tai Chi, a także kursach obsługi komputera i internetowych. Tym sposobem nasz Uniwersytet pracuje „na okrągło” przez cały tydzień. A mechanizm powstawania nowych grup jest taki: jeśli powstaje zapotrzebowanie na coś, zbieram osoby chętne i gdy ich liczba pozwala na opłacenie prowadzącego, szukam go i proponuję współpracę. Jak dotychczas to się udaje. MLB: Czy to oznacza, że Wasz Uniwersytet nie ma z góry określonego programu? TK: Jeśli chodzi o grupy warsztatowe – nie. Jesteśmy bardzo elastyczni i natychmiast reagujemy na potrzeby słuchaczy. W ankiecie, którą wypełnia każdy, kto wstępuje do naszego Uniwersytetu są pytania o zainteresowania, ulubione zajęcia, potrzeby i oczekiwania. A wszystko po to, żeby móc jak najskuteczniej sprostać potrzebom ludzi, którzy obdarzyli nas zaufaniem. Natomiast tematyka wykładów i zajęć seminaryjnych ustalona jest przez Radę Naukową naszego Uniwersytetu, której przewodniczy prof. dr hab. Jan Górecki.
MLB: Jaki jest związek między Staromiejskim Uniwersytetem Trzeciego Wieku a Centralną Biblioteką Rolniczą? TK: Działalność SUTW jest integralnie związana z Centralną Biblioteką Rolniczą, jest jedną z form jej działalności. Pomysłodawcą i twórcą Uniwersytetu jest dyrektor Biblioteki, doktor Ryszard Miazek. To on stworzył warunki do jego powstania i nadal się nim opiekuje. Wraz z profesorem Góreckim ustala główne kierunki rozwoju tego przedsięwzięcia, służy nam doświadczeniem, jakiego nabył przez lata działalności społecznej. Uczestniczy we wszystkich ważniejszych wydarzeniach uniwersyteckich, a także zaprasza naszych słuchaczy do udziału w licznych imprezach kulturalnych, które odbywają się w CBR. A to znacznie uatrakcyjnia naszą ofertę… MLB: Dziękuję za rozmowę.
TK: Bardzo miłą świadomość, że współuczestniczę w tworzeniu czegoś, co jest sensowne i dobre. A co do tego nie mam żadnych wątpliwości.
(MLB) |










Rozmowa z kierownikiem Staromiejskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku
przy Centralnej Bibliotece Rolniczej, Teresą Kołakowską.
Teresa Kołakowska:
O tym, że jest potrzebny, najlepiej świadczy fakt, że mamy obecnie 150 słuchaczy i powiększającą się listę
rezerwową. Są również tacy, którzy „zaklepali” sobie miejsce, wiedząc o tym, że w tym roku przejdą na
emeryturę. Nie chcą dopuścić, by powstała luka między ich aktywnością zawodowa i tą „trzeciowiekową”.